Author Topic: Podsumowanie roku 2011  (Read 1443 times)

0 Members i 1 Gość przegląda ten wątek.

Callahan

  • Posts: 2100
  • Karma: +25/-5
  • Gender: Male
  • ?
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #30 on: 2012-01-03, 22:19:25 »
Wy chyba nie wiecie to co znaczy długie podsumowanie... to się dowiecie:

Trudno by mi było stworzyć jakiś ranking albumów tego roku, bo przewaliłem tego tyle, że nie chce mi się myśleć nad liczbową oceną dla każdego. Jestem w stanie wymienić wydawnicwa, które bardzo subiektywnie uważam za najciekawsze, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji, najbardziej zaintrygowały, najbardziej zaskoczyły. Wyjdzie akurat dziesiątka, przy czym pierwsze miejsce zajmują dwie płyty, potem zaś kolejność już jest alfabetyczna:

Pain of Salvation - Road Salt Two
oraz
Subsignal - Touchstones

pozostałe pozycje:
Amplifier - The Octopus
And So I Watch You From Afar - Gangs
Between the Buried and Me - The Parallax: Hypersleep Dialogues [EP]
Foo Fighters - Wasting Light
Radiohead - The King of Limbs
Riverside - Memories In My Head
Steven Wilson - Grace For Drowning
Thomas Giles - Pulse

A ponieważ przez cały długi rok pilnowałem swojej rozpiski tego, co ma wyjść, to ostatecznie mam chronologiczną listę wszystkich przesłuchanych. Poniżej, wraz z krótkimi komentarzami:

19.01.2011 - Adele - 21
Nie porwała mnie. Po przesłuchaniu kilka razy płyty jestem w stanie zrozumieć dlaczego Adele zyskała taką popularność, ale osobiście szybko tracę zainteresowanie. Głosu nie sposób jej odmówić, ale muzyka nie jest w stanie przyciągnąć mnie na dłużej. Ogólnie jednak życzę jej powodzenia na przyszłość.
21.01.2011 - Amplifier - The Octopus
W zasadzie dopiero niedawno po nich sięgnąłem, w związku z tym, że mają supportować Anathemę w przyszłym roku. Płyta intrygująca, ale długa straszliwie (dwa krążki), hałaśliwa i przytłaczająca ilością wszystkiego. Wciąż się wsłuchuję i choć poprzedni album wszedł mi dużo łatwiej, to Octopus wydaje się mieć duży potencjał i czuję, że jeszcze długo mi zajmie, zanim ogarnę całość, ale będzie to bardzo satysfakcjonująca przygoda.
01.02.2011 - Thomas Giles - Pulse
Zaskoczenie - spory eklektyzm i przy tym świetne wyczucie w komponowaniu wpadających w ucho melodii. Muzyka mniej agresywna niż ta tworzona przez niego razem z Between the Buried and Me, ale to nie znaczy, że zupełnie grzeczna. Rzecz mieszająca progresję, elektronikę i trudno powiedzieć co jeszcze - jeden z lepszych krążków tego roku, naprawdę warto posłuchać.
02.02.2011 - Ajattara - Murhat
Nie jestem koneserem black metalu, ale raz na pół roku włączę i wchodzi nawet nieźle.
14.02.2011 - Mogwai - Hardcore Will Never Die, But You Will
Myślałem, że się może wreszcie przekonam do post-rocka, ale nie - wytrwałem raz i dałem sobie spokój, nuuuuuda. Nie wątpię, że na żywo mogłoby mi się to spodobać, ale słuchana z płyty ta muzyka nie ma dla mnie żadnego zastosowania.
18.02.2011 - Radiohead - The King of Limbs
Początkowo mi się nie podobało, ale potem się przekonałem. Bardzo dobry, subtelny album. W ciągu ostatniego roku zaprzyjaźniłem się z Radiogłowymi i nie żałuję.
01.03.2011 - Grayceon - All We Destroy
Najlepszy z trzech dotąd przez nich wydanych, ciekawe akrobacje gitarowo-wiolonczelowe, surowe brzmienie - warto posłuchać, choć cudów nie należy się spodziewać. "Shellmounds" wybija mi się z całej płyty jako naprawdę znakomity utwór.
05.03.2011 - R.U.T.A. - GORE - Pieśni buntu i niedoli XVI - XX w.
Ciekawe zjawisko, choć bardziej pod względem tekstów niż muzyki. Punk grany z wykorzystaniem tradycyjnych ludowych polskich instrumentów nadal pozostał mało interesującym, chaotycznym hałasem.
18.03.2011 - IAMX - Volatile Times
Nierówny album - kilka utworów polubiłem, ale ogólnie zbyt wiele tu kawałków słabych i przeciętnych. Jestem odrobinę rozczarowany.
21.03.2011 - Von Hertzen Brothers - Stars Aligned
Album niezły, ale gorszy od poprzednika (Love Remains the Same). Bardzo dobre, oldschoolowe brzmienie, ale czasami jakby brakowało pomysłu co zrobić z daną kompozycją. Jest jednak kilka mocnych pozycji. Sam zespół bardzo polecam ze względu na wcześniej wspomniany przedostatni album - prawdziwa perełka!
21.03.2011 - Paatos - Breathing
Nie słuchałem wcześniejszych płyt. Ta jako tło jest ok, ale ogólnie mnie nudzi. Szkoda, że nie śpiewają więcej po szwedzku.
28.03.2011 - Blackfield - Welcome To My DNA
"Ładna", ale tym razem to raczej nie komplement. Ogólnie rozwleczona, bez pomysłu, czasami irytująca infantylnością i w dodatku z plagiatem z Anathemy.
21.03.2011 - Vessels - Heliscope
Nie zainteresował mnie szczególnie, ale słucha się go przyjemnie kiedy już się go włączy.
01.04.2011 - Ulver - Wars of the roses
I znów: jak już włączę, to słucha mi się nieźle, ale wracam sporadycznie. Dobry album, ale chyba nic poza tym. Blood Inside zjada go na kolację.
12.04.2011 - Between the Buried and Me - The Parallax: Hypersleep Dialogues
Słuchałem wiele razy, a wciąż mam wrażenie, że słabo ją znam - BTBAM jak zwykle zakręcone i skomplikowane, w świetnej formie. Niby tylko epka, ale bardzo dobra, czekam na pełny album.
12.04.2011 - Foo Fighters - Wasting Light
Bardzo pozytywne zaskoczenie. Rockowe granie na najwyższym poziomie, ze świetnym, soczystym brzmieniem. Nie oczekiwałem niczego, a dotąd bawię się świetnie słuchając tego albumu.
18.04.2011 - Septic Flesh - The Great Mass
W przeciwieństwie do ogółu - jestem rozczarowany. Płyta nudna i znacznie słabsza od Communion. Nic nowego, a to co jest zupełnie do mnie nie trafia.
29.04.2011 - Dredg - Chuckles And Mr Squeezy
Kolejne rozczarowanie - pierwszy utwór jeszcze jestem w stanie zaakceptować, ale potem już jest raczej popowa niż rockowa słabizna. Nie wiem po co coś takiego wydawać.
29.04.2011 - And So I Watch You From Afar - Gangs
O ile nie przepadam za czysto instrumentalnym graniem, tak do tej płyty wracam często. Niesamowita energia, zdecydowanie bardzo porządny album!
30.04.2011 - Giles Corey - Giles Corey
Mrok i depresja, powolne i ciche smędzenie. Za projektem stoi znany z Have a nice life Dan Barret. Jest nastrojowo; jeśli ktoś lubi pogłębiać sobie stany depresyjne, to ten album całkiem nieźle się do tego nadaje :]
09.05.2011 - Tides from Nebula - Earthshine
Nie miałem determinacji by jej wysłuchać zbyt wiele razy. Opowiedzenie się bardziej po stronie post-rocka niż to miało miejsce na debiucie dla mnie jest rozczarowaniem, materiał mnie nudzi.
15.06.2011 - Leszek Możdżer - Komeda
Nie słuchałem zbyt wiele, ale na tyle na ile na razie zdążyłem - bardzo przyjemny krążek, na pewno wrócę do niego jeszcze nie raz.
20.06.2011 - Riverside - Memories in my Head
Bardzo solidna epka i jeden z ich najlepszych utworów pod postacią "Living in the Past". W dodatku kapitalna trasa jubileuszowa. Riverside nadal w formie, trzymam kciuki za przyszłoroczny album.
16.05.2011 - My Dying Bride - Evinta (2/3 CD)
Przesłuchałem ponad połowę pierwszego dysku i śmiertelnie znudzony doszedłem do wniosku, że i tak mnie zupełnie nie interesuje co, jeśli w ogóle, dzieje się dalej w tym rozwleczonym nudziarstwie. Niby jako co to w ogóle powinno się traktować? Muzykę rozrywkową? No raczej nie. "Klasyczną"? To już w ogóle jest śmieszne. Eksperymentalną? To jest to mało udany eksperyment. Nie trafia to do mnie zupełnie. Może nie powinienem wydawać opinii nie słuchając całości, ale po przejrzeniu wiem, że reszta brzmi tak samo, nie mam więc wyrzutów sumienia pisząc, że jest to rzecz dla mnie kompletnie nieinteresująca.
23.05.2011 - Wolverine - Communication Lost
Album dobry, ale jednak po kapitalnym Still - trochę rozczarowujący. Być może po prostu za długi. Zdecydowanie godne uwagi "Embrace" oraz utwór tytułowy - reszta niestety już nie tak dobra.
27.05.2011 - Týr - The Lay Of Thrym
Nudny, przewidywalny, rozczarowujący. Týr skończył się niestety na wydanym w 2008 roku Land. Teraz niewiele tam zostało folkowości, jeden z ich najważniejszych atutów - farerski i duński język - występuje tylko w ilościach śladowych, wyparty przez angielski, muzyka z folkowo-progresywnej zrobiła się zupełnie power/heavy metalowa. Wprawdzie refreny nadal chwytliwe, niektóre solówki nadal świetne, ale jednak to już zdecydowanie nie to samo co kiedyś. Szkoda.
30.05.2011 - Jakszyk, Fripp and Collins (A King Crimson Projekct) - A Scarcity Of Miracles
Niby przyjemne, ale dla mnie nużące. Gorsze od każdej płyty King Crimson. Nie podzielam Frippowej fascynacji ambientem, nic więc dziwnego, że ten album nieszczególnie do mnie trafia, bo tę fascynację słychać tu nieustannie.
31.05.2011 - Unexpect - Fables of the Sleepless Empire
Przebrnąłem raz, z trudem. Bardzo ciężkostrawna muzyka, ale nie chcę przez to powiedzieć, że zła. Poprzedniego albumu prawie nie znam, też słuchałem może kilka razy, a coś takieg poznać jest bardzo trudno. Ten początkowo odrzuca gradobiciem wysokich dźwięków w pierwszym utworze, a potem wcale nie jest z nim łatwiej, ale myślę, że kiedyś się jeszcze na niego porwę. Nie wszystko w ich muzyce mi się podoba, ale myślę, że da się z niej co nieco wycisnąć.
07.06.2011 - Arch Enemy - Khaos Legions
Przyjemne brzmienie i dobrze się tego słucha, ale wątpię bym do tej płyty wrócił, bo takiego death metalu jest pełno i nic mnie do tej płyty nie przyciąga.
28.06.2011 - Limp Bizkit - Gold Cobra
Przesłuchałem parę razy, na rowerze nawet nieźle mi się przy tym śmigało. Fanem nigdy nie byłem i nie zostanę, ale ze dwa utwory nawet wpadły mi w ucho w pewnym momencie.
09.08.2011 - Adrenaline Mob - Adrenaline Mob [EP]
Nuda i brak choćby jednego ciekawego pomysłu. Niewypał.
22.08.2011 - Leprous - Bilateral
Fajne granie, ale mnie szczególnie nie wciągnęło. Być może poświęciłem mu za mało uwagi. Słucha się dobrze i warto spróbować, aczkolwiek bez szczególnej rewelacji.
30.08.2011 - Red Hot Chili Peppers - I'm With You
Do Californication i Stadium Arcadium to tej płycie daleko, ale ogólnie nie jest zła i słucha się jej bardzo przyjemnie. Wciągnąłem się w nią ostatnio i muszę powiedzieć, że sprawia mi frajdę, a chyba o to chodzi w takiej muzyce, więc mimo kiepskiego pierwszego wrażenia - można powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. Po prostu dobry album.
05.09.2011 - Anathema - Falling Deeper
Same stare utwory, których nie znam, więc raczej nie jestem kompetentny co do oceny. Ciąży nad tym piętno odgrzewanego kotleta, co też jest trochę smutne. Słucha się w miarę przyjemnie, ale nie ma najmniejszych szans bym polubił to tak bardzo jak WHBWH. Ot, taka tam płytka, końcówka (ostatni utwór) trochę lepiej niż reszta.
13.09.2011 - Dream Theater - A Dramatic Turn of Events
Dream Theater znudził mnie już dawno, a ta płyta w tej kwestii nic nie zmienia. Za dużo popisów, za mało muzyki i uczucia, jak zwykle. Unas napisał niedawno, że "jak ktoś robi muzykę z duszą to może ją robić nawet na silikonowej harfie" - to działa w drugą stronę. Jak ktoś robi muzykę bez duszy, to nic nie pomoże. Płyta ma kilka fajnych momentów, ale to zdecydowanie za mało, by brnąć przez całe 77 minut.
16.09.2011 - Opeth - Heritage
Już się wypowiadałem. Dla mnie jednak rozczarowanie i niewypał. Nie jest źle, ale to na Opeth i tak za mało. Gdyby to wydał inny zespół, może oceniałbym mniej surowo, w przypadku Opeth nie jestem w stanie zaakceptować tak dużego muzycznego niezdecydowania, błądzenia we mgle.
15.09.2011 - Kasabian - Velociraptor!
Naśladowanie Beatlesów nigdy się nie znudzi. Jest tu kilka w miarę fajnych piosenek, ale zachwytów nad płytą nie rozumiem. Szczególnie przy takim niedoborze oryginalności i pomysłu na siebie. Ale może ja się nie znam i nie chwytam jakichś subtelności. Wpadające w ucho refreny chwytam, ale nawet pod tym względem RHCP i Foo Fighters zostawiają Kasabiana daleeeeeko za sobą.
23.09.2011 - Nosowska - 8
Mam mieszane uczucia. Płyta jest dobrze wyprodukowana, bardzo podoba mi się brzmienie; ponadto jest bardzo różnorodna, co też jest plusem. Ale same utwory mnie mało przekonują. Mało który na razie jestem w stanie skojarzyć z tytułem. Teksty mnie nie porwały, choć niektóre fragmenty rzeczywiście bardzo zgrabne. Słyszę także bardzo wyraźne inspiracje Radiohead - w "Rozszczep" wejście wokalu jak żywo przypomina początek "Bloom", z kolei "Kto?" ma pod koniec fragment bardzo podobny do końcówki "Exit Music". Żaden tam plagiat, po prostu inspiracje (z kolei "O lesie" kojarzy mi się strasznie z reklamą Coca-Coli "coooraz bliżej święta, coooraz bliżej święta":D). Wokalnie raz lepiej raz gorzej - "nowa" Nosowska wymieszana ze "starą", a ja tą nową nieszczególnie lubię. Ogólnie płyta zgrabna, ale szaleć za nią raczej nie będę.

Ciąg dalszy w następnym poście, bo limit znaków nie jest przystosowany do mojego słowotoku.

Callahan

  • Posts: 2100
  • Karma: +25/-5
  • Gender: Male
  • ?
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #31 on: 2012-01-03, 22:34:10 »
26.09.2011 - Steven Wilson - Grace for Drowning (2 CD)
Dobry album, ale nazywanie go genialnym to jest duże nadużycie tego słowa. To wszystko już było, a jednak innowacyjność to jest bardzo pożądana cecha jeśli szukamy geniuszu. Wilson ładnie przerabia i zapożycza, zręcznie komponuje utrzymując się w granicach własnego, rozpoznawalnego stylu, ale jeśli wymyślił kiedykolwiek coś swojego własnego i nowego - to na pewno minęło już od tego czasu kilka lat. Nie zmienia to jednak faktu, że prawie połowa utworów pojedynczo jest mało atrakcyjna. Sporo tutaj wstępów, przerywników - to też rozmywa obraz. W zasadzie gdyby płyta zamknęła się w zestawie Deform to form a star / No Part of Me / Remainder the black dog / Raider II, to wyszedł by z tego bardzo mocny, krótki album, a tak - wszystko się rozmywa w typowym Wilsonowskim pierdu-pierdu, któremu nie sposób odmówić nastrojowości, ale przy zbyt wielu przesłuchaniach - można się zwyczajnie znudzić. Dodatkowo mam uczulenie na Index - jakby go skrócić o połowę, może by było lepiej, a tak ta powtarzalność mnie po prostu wnerwia, sam nie wiem czemu. Osobiście przyjąłem z dezaprobatą wieść, że Wilson jest tak rozentuzjazmowany solową działalnością, że chce zrobić jak najszybciej trzeci własny krążek - przed wejściem do studia z Porcupine Tree. Wiem, że to pozwala mu na więcej swobody, ale jednak nawet The Incident wzbudził we mnie w swoim czasie więcej emocji niż GfD. Mimo wszystko nie mogę jednak powiedzieć, by ten album był zły i jest to na pewno jedna z ważniejszych pozycji tego roku.
26.09.2011 - Pain of Salvation - Road Salt Two
Jedna z dwóch płyt roku. Pain of Salvation wyrosło w ostatnim roku na jeden z moich najbardziej ulubionych zespołów. Dyptyku Road Salt wstyd nie znać. Pisałem recenzję, więc nie będę się tu rozpisywał. 10/10.
26.09.2011 - Mastodon - The Hunter
Wcześniejsze podejścia do Mastodona kończyły się szybkim znudzeniem, a The Hunter słucha mi się dobrze. Solidny krążek, ale jednak nie porywający. Niby są melodie, ale nie jest to coś, co by mi wpadło w ucho tak, bym to nucił całymi dniami. Niby są fajne hard-rockowe riffy, ale nie ruszają mnie one jakoś za mocno. Szkoda, ale i tak uważam, że to dobra robota, nawet jeśli mam wrażenie, że bardziej rzemieślnicza niż artystyczna.
27.09.2011 - Machine Head - Unto The Locust
Przesłuchałem za namową koleżanki, ale to nie moja bajka. To znaczy słucha się dobrze, ale trashu nie polubię z tego względu. Pewnie jeszcze do niego wrócę, ale nadziei na olśnienie sobie nie robię.
30.09.2011 - Subsignal - Touchstones
Druga "płyta roku". Piękne, przestrzenne, prog-rockowe granie. Wokalnie na najwyższym poziomie, kompozycyjnie również kapitalnie. Wymaga trochę czasu, by zaakceptować sposób w jaki podchodzą do muzyki panowie z tego zespołu (bo jeśli przykładowo coś brzmi dobrze i pasuje, to nawet jeśli kojarzy się z popowymi chwytami, to można zrobić z tego dobry użytek i tylko od słuchacza zależy, czy się będzie tym cieszył, czy krzywił), ale po wielu przesłuchaniach nie sposób już powiedzieć złego słowa o tej muzyce. Życzę im, żeby stali się wkrótce choć na tyle popularni, by mieć jakąkolwiek możliwość zagrać jakiś koncert w Polsce. Muzyczny orgazm, 10/10.
14.10.2011 - Sólstafir - Svartir Sandar (2 CD)
Szału nie ma. Z dwóch krążków drugi jakby lepszy, ale też nie wiem, czy będzie mi się chciało do niego wracać. Ostatni utwór podobał mi się najbardziej. Ale ja w zasadzie dotąd lubiłem naprawdę tylko jeden ich kawałek (Köld), więc nie miałem żadnych oczekiwań.
17.10.2011 - Lunatic Soul - Impressions
Nie zainteresował mnie zupełnie. Muzyka nieabsorbująca i obojętna dla mnie. Fakt, że kosztuje to to drożej od dwóch poprzednich płyt jest śmieszny, bez względu na to kto i jak to wydał.
24.10.2011 - Coldplay - Mylo Xyloto
Nuda i takie muzyczne ecie-pecie. Jest parę melodii, które zrobią pewnie karierę w radiu, kolaboracja z Rihanną też pewnie doda im fanów. Nadal jednak Coldplay pozostaje dla mnie zespołem nijakim i nudnym.
25.10.2011 - Ramona Rey - Ramona Rey 3
Zaskakujące, ale nawet trochę się wciągnąłem w jej muzykę. Zgrabna płyta. Najwyraźniej manipulowanie polskim językiem jest mnie w stanie zachęcić nawet do muzyki niemal klubowej.
25.10.2011 - Giant Squid - Cenotes [EP]
Dobre, porządne wydawnictwo, jeden czy dwa utwory naprawdę bardzo przypadły mi do gustu, ale do poziomu The Ichthyologist nie dorasta. Mam nadzieję, że na longplay - kiedy się go już wreszcie doczekamy - trafi więcej interesujących pomysłów.
25.10.2011 - Tom Waits - Bad as Me
Miał Tom w karierze lepsze albumy, ale Bad as Me wcale taki zły nie jest. Bardzo dobrze mi się go słucha i będę do niego na pewno wracał.
31.10.2011 - Metallica & Lou Reed - Lulu
Pierwszym, najbardziej podstawowym błędem tego projektu była zgoda na to by dziadek Lou stanął za mikrofonem. Jego amuzyczne, dziadowskie (tak w sensie dosłownym jak i metaforycznym) jęczenie jest po prostu odpychające. Drugi zarzut to marność materiału muzycznego. Wymęczyłem połowę - jedną płytę - i jestem przekonany, że już po drugą nie sięgnę, zwyczajnie nie chce mi się. Słuchanie muzyki z definicji zakłada pewne rzeczy, mianowicie, że muzyka przedstawia sobą jakąkolwiek szeroko pojmowaną wartość - czy będzie to ambitny materiał, czy coś prostego, do bólu rozrywkowego - muzycznie musi mieć jakiekolwiek walory. Wałkowanie po kilka minut w kółko takiego samego, mało atrakcyjnego riffu, "urozmaicone" jęczeniem Lou i okraszone okazjonalnym pokrzykiwaniem Jamesa muzycznie nie ma walorów żadnych. Bywa, że muzykę przeciętną, średnio interesującą, nudną potrafią uratować znakomite teksty i nagle zaczynamy ją postrzegać zupełnie inaczej. Nie zagłębiałem się w teksty Lulu, bo to nie jest muzyka przeciętna, a po prostu zła i na więcej mojej uwagi, niż te czterdzieści minut, które jej poświęciłem, absolutnie nie zasługuje. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma dobre teksty, to może je opublikować samodzielnie, nie siląc się na muzyczne wypociny, które w takiej formie są zupełnie nikomu nie potrzebne. Lou najwyraźniej liczył na to, że trafi do szerszego grona odbiorców i coś zarobi, jak widać po "zaskakująco" niskich wynikach sprzedaży - przeliczył się.
07.11.2011 - My Dying Bride - The Barghest O' Whitby [EP]
Przesłuchałem raz i nie chce mi się więcej wracać. Dla mnie nuda, co przekonuje mnie, że doom metal to zupełnie nie moja bajka. FLIS przemawiał do mnie dużo bardziej.
11.11.2011 - Rome - Die Ästhetik der Herrschaftsfreiheit (3 CD)
Długie. Za długie. Trzy płyty to naprawdę dużo, a kiedy ubiera się to koncept z mnóstwem recytacji, w dodatku po niemiecku, to trudno oczekiwać by wielu ludzi przez to przebrnęło. Autentycznie żałuję, że nie znam niemieckiego, bo sens dzieła jest dla mnie zupełnie niedostępny. Muzycznie - małe rozczarowanie. Za mało utworów tak porywających i emocjonalnych jak na dwóch poprzednich płytach, zbyt wiele obojętnych.
11.11.2011 - Cynic - Carbon-Based Anatomy
Rozczarowanie i nuda, niestety. Niczym mnie ta epka nie zainteresowała i po kilku odsłuchach nie chce mi się już do niej nawet wracać.
21.11.2011 - Charlie Winston - Still Running
Gorszy od debiutu, ale nadal dość przyjemny. Raczej nie będę tego katował tak jak Hobo, ale od czasu do czasu włączę sobie dla rozluźnienia. Taki pop mogę lubić.
09.12.2011 - Trent Reznor and Atticus Ross - The Girl with the Dragon Tattoo (3CD)
Jak dotąd przesłuchałem raz (to są prawie trzy godziny muzyki!), ale jeszcze będę wracał. Chyba nie wciągnie mnie tak jak The Social Network, chociaż okaże się jak już obejrzę film (chyba pierwszy raz w życiu słucham soundtracku przed obejrzeniem filmu).  Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne.


Straszny ze mnie chyba malkontent, ale prawda jest taka, że rok zapowiadał się fantastycznie, a obrodził raczej mnóstwem albumów dobrych i średnio-dobrych, przynosząc natomiast niewiele naprawdę powalających. Ogólnie wydaje mi się jednak, że był pod względem jakościowym (jak i - to nie ulega wątpliwości - ilościowym) dużo lepszy od poprzedniego. Koncertowo także było dobrze. Udało mi się być na absolutnie najważniejszej imprezie tego roku - na The Wall Watersa - i to jest z pewnością rzecz, o której będę opowiadać wnukom :] Ponadto zaliczyłem także wspaniały koncert Archive z orkiestrą w sali kongresowej, oraz niesamowity występ Pain of Salvation w Krakowskim Kwardacie. Dodać do tego należy również jubileuszową trasę Riverside - w Krakowie spisali się wyśmienicie. Żałuję kilku opuszczonych wydarzeń, ale nie można mieć wszystkiego, zaś najważniejsze i najlepsze udało mi się złapać, więc jestem bardzo zadowolony.

Z koncertowych wydawnictw w tym roku nie wpadło mi w oko nic, więc pod tym względem nie mam czego podsumowywać.

Jeśli chodzi o wznowienia - wznowienie dyskografii Queen i Pink Floyd dla mnie osobiście oznacza płacz i zgrzytanie zębów, bo nie stać mnie by to wszystko kupić, co nie zmienia faktu, że dźwięk poprawiony został niesamowicie i są to rzeczy z rodzaju must have, więc prędzej czy później się dorobię.
Wznowiono też debiut Queens of the Stone Age - różnica w brzmieniu dla mnie niewielka, ale są trzy dodatkowe utwory z tego okresu, a tylko debiutu brakuje mi do pełnej dyskografii, więc też prędzej czy później chcę to kupić.
No i kolejne pozycje z dyskografii King Crimson - jeszcze z rok i doczekamy się może całości? W każdym razie dobrze, że to wciąż posuwa się do przodu.

Rozczarowania tego roku są dwa. Pierwsze to nie tyle rozczarowanie, co rana zadana prosto w serce. Rozpad Oceansize przeżyłem jak osobistą tragedię, czułem się jakby mi zabito członka rodziny albo ucięto kończynę. Ulubione zespoły, z którymi człowiek jest tak silnie emocjonalnie związany po prostu nie powinny się rozpadać po wydaniu czterech albumów, nie i już.
I jeszcze nawiasem - odpowiadając na to co napisał Wreath - projekt Vennarta i Gamblera podobno jest na najlepszej drodze do tego, by wydać debiutancki album - nie mówią jeszcze o konkretnych datach, ale w tym roku na pewno i już wkrótce ma być więcej szczegółów. Vennart przyznał też, że próbował zupełnie uciec od swojego starego brzmienia, ale w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że "po prostu cholernie lubi grać na gitarze" i jednak  ma być ponoć bardziej gitarowo, niż początkowo zamierzali, w dodatku brzmienie też nie zmieniło się radykalnie, jeśli wierzyć temu, co ciągle wypisuje na twitterze. Więc ja jestem pełen nadziei, że cokolwiek to będzie, będzie na tyle dobre, by pocieszyło choć odrobinę po naszej stracie.
Drugie to rozpad Pure Reason Revolution - ogromna strata i szkoda, że nic już więcej nie nagrają. Żałuję też, że nie miałem możliwości usłyszeć The Dark Third na żywo w całości - brytyjskie koncerty pożegnalne musiały być niesamowite.

Co jeszcze? Brak nowych albumów The Mars Volta, Them Crooked Vultures, Queens of the Stone Age (ale na szczęście na wszystkie trzy można mieć nadzieję w przyszłości, na TMV i QotSA podobno w tym roku), może też trochę to, że Fripp nadal nie robi nic w kierunku tego by reaktywować stare dobre King Crimson i nagrać kolejną płytę z Adrianem Belew w składzie, która skopie tyłki całej współczesnej prog-rockowej scenie. Szczególnie, że pomysł był by znów nagrywać jako podwójne trio, co mi się osobiście bardzo podoba.

Ogólnie jednak rok obfitował w wiele ważnych muzycznych wydarzeń i oceniam go pozytywnie. Oby kolejny był jeszcze lepszy :)

:Wreath:

  • Posts: 1403
  • Karma: +17/-1
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #32 on: 2012-01-04, 14:45:14 »
Widzę Callahan, że odbieramy muzykę na podobnych falach ;) Tylko w świetle wszystkich rozczarowań i wypowiedzi typu "dobre ale nie porywa" (bardzo słusznych zresztą w znakomitej większości wypadków), które wspomniałeś powyżej zastanawia mnie to:
(...) Ogólnie jednak rok obfitował w wiele ważnych muzycznych wydarzeń i oceniam go pozytywnie. Oby kolejny był jeszcze lepszy :)

jakich ważnych wydarzeń? :)

I skąd info o projekcie Vennarta i Gamblera? Zaglądam czasem na ich twittery, ale od lipca żaden update w sprawie nagrań się nie pojawił, chyba, że coś przeoczyłem..

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 5786
  • Karma: +37/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #33 on: 2012-01-05, 16:41:33 »
W moim podsumowaniu chciałbym jeszcze tylko dorzucić moje najukochańsze gitarowe solo roku 2011 - każdy chyba odgadnie, kto jest jego wykonawcą i z jakiej płyty pochodzi? :)
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Callahan

  • Posts: 2100
  • Karma: +25/-5
  • Gender: Male
  • ?
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #34 on: 2012-01-05, 22:53:13 »
Widzę Callahan, że odbieramy muzykę na podobnych falach ;) Tylko w świetle wszystkich rozczarowań i wypowiedzi typu "dobre ale nie porywa" (bardzo słusznych zresztą w znakomitej większości wypadków), które wspomniałeś powyżej zastanawia mnie to:
(...) Ogólnie jednak rok obfitował w wiele ważnych muzycznych wydarzeń i oceniam go pozytywnie. Oby kolejny był jeszcze lepszy :)

jakich ważnych wydarzeń? :)
Jeśli chodzi o wydawnicze, to choćby wiele płyt było mniejszymi czy większymi rozczarowaniami, to jednak nadal miałem frajdę z oczekiwania na wiele z nich i przynajmniej część była dobra, nawet jeśli nie tak dobra jak oczekiwałem. Ponadto te wznowienia - wydanie całej dyskografii Pink Floyd czy Queen w mojej opinii do ważnych się zalicza. Koncerty, tutaj miałem głównie na myśli Watersa, choć subiektywnie zarówno Archive z orkiestrą jak i POS były dla mnie bardzo ważne. To, że nareszcie Akerfeldt i Wilson podjęli poważną współpracę nad wspólnym dziełem, również istotne. Ten rok przyniósł też reaktywację Black Sabbath i System of a Down. Coś jeszcze miałem zamiar napisać, ale wypadło mi z głowy... :-k ale i tak jest tego trochę ;)

A co do Twojego pytania o Oceansize to już zaraz odpowiedź w innym wątku ;)

Funnykris

  • Posts: 174
  • Karma: +5/-3
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #35 on: 2012-01-08, 16:35:40 »
Within Temptation - Unforgiving - Eh... Ciężko mi się odnieść do tego krążka... Enter, Dance, Mother Earth, The Silent Force to albumy które mnie osobiście poruszają. Sharon den Adel to bez wątpienia jedna z najlepszych wokalistek metalowych jakie chodzą po globie. Muzyka na płycie nieco power metalowa miejscami podchodząca pod pop rock (!). Jednakowoż ;) Płyta kipi energią. Każdy kawałek to singlowy numer. Zabija melodyjnością i przebojowością. I słucha się tego bardzo przyjemnie :) Moja subiektywna ocena albumu to 5/10 ze względu na wcześniejsze dokonania ale +2 pkt bo to wokale Sharon  8) 8) Łączna nota 7/10 :)
Death is only the personification of the unknown. That unknown is waiting for us.

ambush1

  • Mourner
  • *
  • Posts: 129
  • Karma: +6/-0
  • Gender: Male
  • 3
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #36 on: 2012-01-09, 14:28:15 »
...pierwsze miejsce zajmują dwie płyty, potem zaś kolejność już jest alfabetyczna:

Pain of Salvation - Road Salt Two
oraz
Subsignal - Touchstones

pozostałe pozycje:
Amplifier - The Octopus
And So I Watch You From Afar - Gangs
...

Callahan, gdzie zakupiłeś Subsignal? Szukałem wstępnie ale kiepskawo coś w PL :( ... lub Ty lepiej szukasz;) z góry thx 4 help
in the name of God the Most High oi!

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 5786
  • Karma: +37/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #37 on: 2012-01-09, 14:41:05 »
Ja widzę np. na FaN.
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

ambush1

  • Mourner
  • *
  • Posts: 129
  • Karma: +6/-0
  • Gender: Male
  • 3
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #38 on: 2012-01-09, 17:29:29 »
Spasiba don Luksor :)
in the name of God the Most High oi!

Wujek

  • Posts: 378
  • Karma: +5/-0
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #39 on: 2012-01-09, 18:38:14 »
Krótko i zwięźle ode mnie: Devin Townsend. Chyba nic więcej do powiedzenia nie mam. No, jeszcze Animals as Leaders.
Palenie tytoniu cewką moczową powoduje raka prostaty.

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 5786
  • Karma: +37/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #40 on: 2012-01-12, 07:36:27 »
Pojawiają się już pierwsze podsumowania - poniżej Małego Leksykonu Wielkich Zespołów:

 1. Steven WILSON - Grace For Drowning 
 2. AIRBAG - All Rights Removed
 3. PENDRAGON - Passion
 4. OPETH - Heritage
 5. DREAM THEATER - A Dramatic Turn Of Events
 6. Neal MORSE - Testimony Two
 7. MEMORIES OF MACHINES - Warm Winter
 8. BLACKFIELD - Welcome To My DNA
 9. YES - Fly From Here
10. Steve HACKETT - Beyond The Shrouded Horizon
11. MILLENIUM - Puzzles
12. RIVERSIDE - Memories In My Head
13. A KING CRIMSON PROJEKCT (JAKSZYK, FRIPP AND COLLINS) - A Scarcity Of Miracles   
14. BLACK COUNTRY COMMUNION - 2
15. ARENA - The Seventh Degree Of Separation
16. ANATHEMA - Falling Deeper
17. HIPGNOSIS - Relusion
18. COSMOGRAF - When Age Has Done Its Duty
19. LUNATIC SOUL - Impressions
20. Kate BUSH - 50 Words For Snow
21. IONA - Another Realm
22. HAKEN - Visions
23. COMEDY OF ERRORS - Disobey
24. DISCIPLINE - To Shatter All Accord
25. Ray WILSON & STILTSKIN - Unfulfillment

Cała setka tutaj.
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Voice

  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 1505
  • Karma: +31/-1
  • Gender: Male
  • Beware of a sharp-edged weapon called human being!
    • Noxiferis
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #41 on: 2012-01-12, 10:13:55 »
Rockmetal tez juz wybral:

1. Megadeth "Th1rt3en"
2. Vader "Welcome To The Morbid Reich"
3. Mastodon "The Hunter"
4. Decapitated "Carnival Is Forever"
5. Machine Head "Unto The Locust"
6. Jelonek "Revenge"
7. Opeth "Heritage"
8. Dream Theater "A Dramatic Turn of Events"
9. Anthrax "Worship Music"
10. Coma "Czerwony album"
11. Luxtorpeda "Luxtorpeda"
12. My Riot "sweet_noise
13. Kat & Roman Kostrzewski "Biało-czarna"
13. Nightwish "Imaginaerum"
15. Azarath "Blasphemers' Maledictions"
16. Septic Flesh "The Great Mass"
16. Trivium "In Waves"
18. Morbid Angel "Illud Divinum Insanus"
19. Kazik na Żywo "Bar La Curva / Plamy na słońcu"
20. Tune "Lucid Moments"
I had watched the snow all day.
Falling. It never lets up. All day falling.
I lifted my voice and wept out loud,
"So this is life?".

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 5786
  • Karma: +37/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #42 on: 2012-01-14, 05:17:24 »
Słucham właśnie "Nocy Muzycznych Pejzaży", w której dziś muzyczne podsumowanie ubiegłego roku. Właśnie prezentowane jest miejsce drugie czyli fragment ubiegłorocznego albumu Dream Theater. Kolejne miejsca to Opeth, Airbag i Hipgnosis. Wygra zapewne Steven Wilson, bo jeszcze go w prezentowanej piętnastce nie było...
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 5786
  • Karma: +37/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #43 on: 2012-01-15, 15:11:14 »
Czołowa dwudziestka "Nocy Muzycznych Pejzaży":

1.STEVEN WILSON - Grace For Drowning
2. DREAM THEATER - A Dramatic Turn Of Events
3. OPETH - Heritage
4. AIRBAG - All Rights Removed
5. HIPGNOSIS - Relusion
6. RIVERSIDE - Memories In My Head (EP)
7. BLACKFIELD - Welcome To My DNA
8. MASTODON - The Hunter
9. JAKSZYK FRIPP COLLINS A KING CRIMSON PROJEKCT - A Scarcity Of Miracles
10. PENDRAGON - Passion
11. TUNE - Lucid Moments
12. JOSEPH MAGAZINE - Night Of The Red Sky
13. LUNATIC SOUL - Impressions
14. APPLE BELLS - Rzeka dam
15. KATE BUSH - 50 Words For Snow
16. DISCIPLINE - To Shatter All Accord
17. ANATHEMA - Falling Deeper
18. HAKEN - Visions
19. COMA - Czerwony Album
20. PAIN OF SALVATION - Road Salt II
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Kwarc

  • Posts: 19
  • Karma: +1/-0
  • Gender: Male
    • progressive-bolt - to, co w muzyce najlepsze
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #44 on: 2012-01-19, 19:16:57 »
Tutaj pierwsza 10 płyt roku 2011 według redaktorów mojego portalu progressive-bolt:

1. Steven Wilson - Grace for Drowning
2. Tides From Nebula - Earthshine
3. Leszek Możdżer - Komeda
4. Pain Of Salvation - Road Salt part II
5. Radiohead - King Of Limbs
6. Contemporary Noise Sextet - Ghostwriter's Joke
7. Anathema - Falling Deeper
8. Blackfield - Welcome To My DNA
9. Tom Waits - Bad As Me
10. Apple Bells - Rzeka Dam

Cały felieton dostępny tutaj:

Progresywne płyty roku 2011, czyli redakcyjne TOP
« Last Edit: 2012-01-19, 19:21:20 by Kwarc »